środa, 31 maja 2017

Mój pierwszy kamień

2 tygodnie zleciały. Mnie nie było na blogu, a tyle się działo :)
Przez ten czas zrobiłam jedynie prezent dla mojej przyjaciółki. Po raz pierwszy oprawiłam kamień :) I to nie byle jaki - jaspis :)







O kamieniu będzie później. To jest bardzo ciekawe jak wpływają na nas różne kamienie. Postanowiłam zrobić o tym serię wpisów :)
Przez 2 tygodnie gdy mnie nie było na blogu : przefarbowałam włosy na rudo :) Nie było to łatwe. Nie uzyskałam takiego koloru jak chciałam. A chciałam odcień miedzi. Wyszedł rudy, ale bardziej czerwony :)
O taki :

 


Kiedyś pisałam blog o pielęgnacji włosów ( www.czarna-kotka.blogspot.com ), musiałam niestety zrezygnować z niego, ponieważ mój partner domagał się większej uwagi. A ja wówczas wsiąknęłam w biżuterię i prowadziłam 2 blogi. Blog włosowy więc poszedł w odstawkę :) Tam widać że miałam czarne włosy :) Dlatego mówię, że niełatwe było zrobienie rudych, ponieważ musiałam je najpierw odbarwić. Ale się udało, z małym jak na potrójne ( ! ) odbarwianie uszczerbkiem dla struktury włosa :).
Poza tym nastąpił powrót związku po 7 miesiącach rozłąki . Ta sfera mojego życia jest zawsze dość szalona. Dlatego zobaczymy.  Musiałam poświęcić P trochę czasu.
No i zabrakło tego czasu na cykliczne kolorki. Zabrałam się za nie wczoraj. I nie zdążyłam :( Ale pokaże jak skończę to co wymyśliłam.
Poza tym rozpoczęłam pewną współpracę, o której będzie osobny post.

Wracając do mojego jaspisu.
Postanowiłam oprawić go i podarować mojej przyjaciółce na urodziny.
Najgorsze z tego wszystkiego wiecie co było ? To , że to co wyszło nijak się ma do narysowanego przeze mnie projektu :)
- to nie pasuje
- to będzie lepiej wyglądało jak zrobię inaczej...
i w końcu efekt końcowy jest inny niż zamierzony początkowy :)
Co lepsze. Miała to być broszka :) A jest ... wisior :)

Jaspis zielony zakupiony na ostatniej warszawskiej Giełdzie minerałów oprawiłam w miedziany drut. Wykorzystałam do niego 2 grubości druta. Najpierw wyplotłam ramkę, ogon, dorobiłam nóżki , a na końcu wyplatałam główkę.
I wyszedł żółw :)
Miał być żółw , ale nieco inny, właściwie całkowicie inny :)

Żółwia zawiesiłam na cienkim brązowym rzemieniu. Zapięcie rzemienia jest srebrne, ale będzie schowane pod włosami, więc nie będzie widać. Nie miałam innego.

Tak, to był mój pierwszy raz jeśli chodzi o oprawę kamieni. Teraz będzie już z górki. Martwiłam się, że nie wyjdzie. Długa nauka i droga jeszcze przede mną, wiem. Ale cieszę się jak dziecko z tego żółwika :)

Oto kilka zdjęć: